W piątek 5 września, około godziny 7 rano, podczas porannego wyjazdu na grzyby, wolontariuszka ze "Stowarzyszenia My trzy, koty i psy" natknęła się na ciężko rannego psa . Zwierzę leżało na poboczu, pod barierką, przy skrzyżowaniu w miejscowości Sulimice. Jak relacjonuje przedstawicielka organizacji, widok był na tyle wstrząsający, że natychmiast podjęto decyzję o przewiezieniu psa do całodobowej kliniki weterynaryjnej w Gdańsku.
Pies, któremu nadano imię Borowik, został zabrany prosto z miejsca znalezienia do specjalistycznej placówki. Wolontariuszki podkreślają, że stan zwierzęcia od początku budził ogromny niepokój. Już w drodze i po przyjeździe do kliniki było jasne, że obrażenia są rozległe, a walka o jego życie może okazać się trudna i kosztowna.

Wstrząsające obrażenia i niejasne okoliczności
Według informacji przekazanych przez stowarzyszenie, obrażenia psa były bardzo poważne. Wolontariuszki wskazują, że oprócz śladów postrzału, stan wewnętrznych obrażeń był dramatyczny. Jak opisują, wnętrzności zwierzęcia miały być niemal w stanie rozkładu.
Na tym etapie nie wiadomo, co dokładnie doprowadziło psa do takiego stanu. Wśród możliwych scenariuszy pojawiają się przypuszczenia, że zwierzę mogło zostać brutalnie skatowane albo potrącone przez samochód, a następnie postrzelone. Są to jednak jedynie hipotezy wynikające z obrażeń, ponieważ jak dotąd nie pojawiły się żadne informacje, które pozwoliłyby jednoznacznie odtworzyć przebieg zdarzeń.
Brak informacji o właścicielu
Dodatkowym problemem jest całkowity brak sygnałów ze strony osób, które mogłyby rozpoznać psa lub wskazać jego właściciela. Jak informuje stowarzyszenie, telefon w tej sprawie milczy, a do wolontariuszek nie trafiła żadna wiadomość, która pomogłaby ustalić pochodzenie zwierzęcia.
Z tego powodu pies otrzymał imię nawiązujący do wyjazdu na grzyby — właśnie wtedy nazwano go Borowik.
Ratunek życia i rosnące koszty
Wolontariuszki nie ukrywają, że obok dramatycznej walki o życie psa pojawia się także drugi, bardzo trudny wymiar tej historii — koszty leczenia. Interwencja całodobowej kliniki, diagnostyka oznaczają wysokie wydatki, które dla organizacji prozwierzęcej stanowią ogromne obciążenie.
Przedstawicielki stowarzyszenia otwarcie przyznają, że są przerażone skalą możliwych kosztów, ale podkreślają jednocześnie, że w takich sytuacjach najważniejsze jest ratowanie życia. Zwracają uwagę, że nikt nie wykona tej pracy bezpłatnie, a organizacja może liczyć przede wszystkim na wsparcie ludzi, którzy od lat pomagają jej w podobnych interwencjach.
Sprawa, która domaga się wyjaśnienia
Historia Borowika to nie tylko opowieść o nagłej interwencji i walce o życie zwierzęcia, ale także sprawa, która rodzi poważne pytania o to, co wydarzyło się wcześniej. Skala obrażeń oraz miejsce, w którym odnaleziono psa, każą zastanowić się, czy był on ofiarą przemocy, wypadku, czy serii dramatycznych zdarzeń, których przebieg pozostaje nieznany.
Jeżeli ktoś chciałby wspomóc "Stowarzyszenia My trzy, koty i psy" może wpłacić pieniądze na poniższe konto
💚 KRS: 0001192150
📞 BLIK: 510 538 560
📩 PayPal: [email protected]
✅ FaniMani: www.fanimani.pl/my3kotyipsy
☀️ Numer konta: 72 8566 0003 0114 1472 5000 0001

Napisz komentarz
Komentarze